czerwona-koralina blog

Twój nowy blog

Po kilku tygodniach rozmyslania postanowilam ostatecznie opuscic to miejsce i przeniesc sie na nowy teren. Na razie dostepny tylko dla mnie. Chce sobie przypomniec jak to jest pisac kazdego dnia i, co najwazniejsze, robic to z przyjemnoscia.  

Nie kasuje c-k, bo to nie jej wina, ze autorka potrzebuje zmiany. Sama chce wpadac tu od czasu do czasu i zagladac do archiwum wspominajac stare dobre czasy. Ale tutaj gdzie jestem, mentalnie i fizycznie, wszystko sie zmienilo. I ja chyba tez sie zmienilam. Dlatego zasluzylam na nowa lokalizacje.  

Wciaz bede zagladala na blogi moich znajomych blogowiczow, a moze wkrotce zdradze nowe miejsce pobytu.

Dziekuje wszystkim za czytanie moich zapiskow przez te wszystkie lata, gdy bylam tu aktywna. Jeszcze sie spotkamy…

 

P.S. Adres mailowy dziala i bedzie dzialal, wiec jakby co, mozna sie dobijac ;)

a chilly evening

1 komentarz

Znowu zlapalo mnie jakies przygnebienie. Przez ostatnie kilka dni zamykam
sie w sobie i ciezko jest mi nawiazac kontakt z innymi. W pracy jest dobrze.
Buzuje we mnie energia, bo mam cel, mam co robic. Gorzej jest po pracy.
Perspektywa powrotu do chlodnego domu, w ktorym czasami czuje sie taka samotna
napawa mnie czesto wstretem. A mimo to odwolalam dzis spotkanie po pracy z
kolezanka, z ktora pewnie moglabym porozmawiac na kazdy temat, ktora
zrozumialaby to mimowolne wycofywanie sie i zamykanie w skorupie. Cala wine
zwalam na pogode i pore roku. Jesien i zima nigdy nie dzialaly na mnie zbyt
dobrze, zwlaszcza w tym kraju. Brakuje mi slonca, jasnego nieba. 

Przed chwila bylam bliska wykupienia biletu do Polski na swieta. Juz bylam
na stronie Lufthansy, juz wybieralam polaczenia. A przeciez nie taki byl plan.
Ma byc Florencja, 5 dni we Wloszech. Swieta spedzone samotnie na ulicach
miasta. 

Napisalam ‚samotnie’ i nagle cos peklo. Czy ja na pewno chce to zrobic? Na
pewno chce tam leciec i byc sama? Wyobrazalam sobie, ze bedzie tak pieknie.
Malo turystow, tylko ja i Florencja. Ale teraz ogarnia mnie strach, ze nie dam
rady.

To pewnie taki wieczor. Rano obudze sie madrzejsza i bede wszystko widziala
w innym swietle. Ale poki co, czuje sie mala i bezbronna. I naprawde tesknie za
domem.

U mnie zmiany. Powazne. I na lepsze. Mam tylko nadzieje, ze nie zabraknie mi zapalu. 

Poza tym nadeszla jesien. Nie ta piekna zlota jesien, o ktorej marzy sie w letnie upalne dni, ale deszczowa, szara i ponura, ktora odbiera energie i chec do zrobienia czegokolwiek konstruktywnego. Chce sie wtedy zawinac w koc, albo lepiej, w koldre i od razu polozyc do lozka z ksiazka. I jeszcze tylko wlaczyc grzejnik i zapomniec o calym swiecie.

Na swieta, zamiast do Polski wybieram sie do Florencji. Sama. Bo dlaczegoby nie?

 

 
Za oknem jesien na calego, choc w kalendarzu jeszcze podobno lato. Obawiam sie, ze juz za kilka tygodni na nowo wlaczy mi sie jesienno-zimowa depresja i zamienie sie znowu w gigantycznego lenia spedzajacego weekendy w lozku.  

 
Czas mija mi teraz tak szybko, ze zastanawiam sie czy przypadkiem nie zaszla jakas kosmiczna pomylka, nie zdarzyl sie jakis blad systemu, jak w ‚Matrixie’, ktory przyspieszyl uplyw czasu. No bo przeciez to zupelnie niemozliwe, ze mamy juz polowe wrzesnia. Nie dalej jak kilka tygodni temu byl luty i rozmarzonym glosem opowiadalam kolezance w pracy, ze to bedzie moj rok, ze w tym roku wszystko sie zmieni.  

 
Oczywiscie zaszly pewne zmiany na lepsze. Otworzylam wreszcie oczy na piekno Londynu i juz nie planuje szybkiego powrotu do domu tak jak to bylo jeszcze niedawno. Wiem, ze chce tu zostac nieco dluzej, o ile to miasto nie wyrzuci mnie z hukiem. Zakonczylam kilka falszywych znajomosci, odcielam od siebie toksyczne osoby, jestem teraz bardziej soba niz kiedykolwiek. W ciagu pol roku bylam na wiekszej ilosci koncertow niz przez kilka lat w Polsce a jesien przeciez jeszcze bardziej obiecujaca. Poznalam nowych ludzi i zaciesnilam zwiazki ze starymi przyjaciolmi. Ale bylabym jeszcze szczesliwsza gdybym wreszcie zmienila ta okropna prace i zaczela robic cos, co przynosiloby jakas satysfakcje. Wiem, ze nie moge narzekac. Dzieki tej pracy pojechalam w zeszlym roku na swieta do domu, co bylo niemozliwe w poprzednim miejscu pracy; weekendy wolne a i kasa nie najgorsza. Ale mimo wszystko wolalam tamta satysfakcje i poczucie, ze jestem za cos odpowiedzialna. Teraz rownie dobrze mogloby mnie nie byc i nikt by nawte nie zauwazyl.  

Sama jestem sobie winna. Zamiast po pracy usiasc przed komputerem i szukac czegos, ja wlaczam telewizor i oddaje sie najprostszej formie relaksu.

Ale jestem taka zmeczona……

Albo leniwa?

Naprawde musze zaczac czegos szukac. Wiem, ze powtarzam juz od miesiecy, ale jezeli ten rok ma byc moim rokiem, to pozostaly mi jeszcze tylko trzy miesiace na udowodnienie sobie, ze potrafie. A przeciez potrafie.

analyse

Brak komentarzy

Kolejny wrzesniowy wieczor podobny do poprzednich.

Odkad wrocilam z Polski kazdy dzien wydaje sie zlewac z kolejnym, jakbym stracila kontakt z tym, co tu bylo. Jakby tego bylo malo, nagle okazalo sie, ze juz zupelnie nie mam z kim wyjsc wieczorem na piwo, papierosa i rozmowe. Wszyscy znajomi zajeci sa swoimi partnerami, mezami, zonami, dziecmi albo przechodza przez jakies ‚relationship drama’ i zdaja sie nie widziec przyjemnosci, ktora skrada sie tuz za rogiem.

A przeciez ofiaruje im to, co najcenniejsze! Dwie, trzy godziny spedzone na zupelnie bezstresowej rozmowie, zakrapianej piwem, tudziez tequilla, w jakims przyjemnym lokalu gdzie mogliby, w zaleznosci od upodoban, na chwile zapomniec o watpliwej przyjemnosci jaka jest rzeczywistosc przecietnego Kowalskiego lub, jak kto woli, wylac z siebie potok slow i zalow skierowanych do calego swiata.

Czas chyba szukac nowych znajomych singli, z ktorymi mozna by konie krasc. 

Ciezko mi sie tu wraca. Chyba zbyt dlugo nie pisalam.
Slowa splywaja opornie jakby wcale nie chcialy pojawic sie czarno na bialym i wolaly fruwac w przestrzeni jakby zawieszone na cienkiej zylce zwierzatka origami.

 
Wybralam sie dzis zaglosowac w wyborach prezydenckich. Po drodze widzialam wielu Polakow podazajacych ta sama trasa.  

Pomyslalam sobie, ze to jednak bardzo fajna sprawa brac udzial w wyborach zagranica. Bedac tutaj, przez chwile jestesmy tam, robimy dokladnie to, co nasi znajomi, nasze rodziny w Polsce. Jeszcze jeden dzien, po swietach i kilku innych okolicznosciach, kiedy jestesmy w jakis sposob polaczeni z krajem. Jakby granic nie bylo a te tysiace kilometrow stracily na znaczeniu.

Jesli jeszcze nie zaglosowales/as – zrob to. 

Marzy mi sie tatuaz. Bardzo konkretny.

Dare I?

Podobno zawsze wracamy na stare smieci. Mozna zatoczyc w zyciu potezne kolo i wrocic, mimowoli, do samego poczatku. Do punktu wyjscia.

Ten blog jest moim punktem. To tutaj kilka lat temu zaczelam prywatna przygode z sama soba. To tutaj zaczelam, choc jeszcze daleka droga przede mna, poznawac siebie i stawac sie tym, kim jestem.

Po kilku latach nieobecnosci wracam na stare smieci. Moje smieci. Zastanawialam sie czy nie znalezc nowego miejsca. Ale dlaczego mialabym odcinac sie od przeszlosci. Lekcje, ktorych sie nauczylam sa tutaj, i to tutaj powinnam zostac. 

przerwa

2 komentarzy

Przerwa w transmisji


  • RSS